Na jednej z lekcji języka polskiego, nauczycielka zadała pytanie - czy wierzysz w sprawiedliwość? Nie pamiętam już czy było to w liceum czy gimnazjum. Pamiętam za to moją odpowiedź. Nie wierzę w to, że świat ziemski jest sprawiedliwy, ale mam nadzieję, że równe wyroki spotykają nas po śmierci. Dziś brzmi to patetycznie. Wraz z kolejnym rokiem, więcej pytań. Czy jest Bóg, czy Boga nie ma? Kto wydzielił nam przydziały na bezmiar i umiar?
Nie, nie przeżywam chwilowego kryzysu wiary. Ktoś jest, w to nie mogę zwątpić. Uważam jednak, że sprawiedliwość to mityczna bajeczka, którą wciska się beznadziejnym przypadkom co by lepiej mogły zamykać oczy. Ubiera ją w temidyczność i odczytuje na dobranoc.
Jest jedno życie i jak do tej pory nikt nie podał empirycznych dowodów na istnienie czegoś ponad to, zatem o jaką, kurwa, pośmiertną sprawiedliwość mi chodziło? Banialuki i pełen wstyd.
Czy którakolwiek wojna była sprawiedliwa? Czy napędzani wzburzonym testosteronem i zwierzęcym instynktem zaprzątali sobie głowę zasadami fair play, podczas gdy setki niewinnych osób konało na ulicach? Ale kogo to obchodziło. Musiały być ofiary bo trzeba wiele poświęcenia w imię ubzduranego kultu czy idei. Dla wolnego kawałka gruzu. Wyzwolenia spod apodyktyzmów ludzi z zaburzeniami socjopatycznymi.
Może jednak przeskoczę z przykładów dotyczących ogólnego stanu świata na te mi bliższe i zasłyszane.
Mili chłopcy, którzy kończą ostatni. Znam za dużo takich przypadków.Wszyscy poupychani we friendzonach, co czwarty ze swoimi nerdowskimi wrażliwościami i Werterem pod poduszką, prawicą pod kołdrą i nadzieją na odrobinę czułości ze strony wyidealizowanej wybranki. A po przeciwnej stronie żywe diabły z dwudziestoczterogodzinną erekcją, tirem kompleksów skrzętnie chowanych pod pozorami emocjonalnego wyprucia i megalomanią bijącą z oczu. Każdy z nich chce kawałka miłości, ale z racji Światowej Niesprawiedliwości, "Mario nie zdobywa księżniczki". Dlaczego? Bo świat to nie bajka, "dziewczyny mają w dupie blizny" i nie można mieć wszystkiego. Czyli łańcuch uczuciowy działa bez zarzutu, 2/3 ryczy, ostatnie ogniwo ma się najlepiej. Gdzie w tym jest sprawiedliwość?
Zdrady i rozwody. Życie jest za krótkie na zobowiązania no i najwyraźniej każda przysięga małżeńska zawiera niewypowiedziany aneks, znany tylko wtajemniczonym. Skąd państwo młodzi mają wiedzieć, że za jakieś 12 lat od powitalnego chleba i soli, przyjdzie im wpisać na świstku papieru hasło "różnice nie do pogodzenia"? Czemu niektórzy mogą wytrzymać ze sobą przez dekady a inni zrywają wszystkie łańcuchy i spędzają święta samotnie? Mimo prób i chęci, najwyraźniej nie wszystkich da się obdarzyć miłością. Ach, małżeństwa. I te smutne single przed pięćdziesiątką. Jedno przytuli kota, bo tylko to mu zostało, drugie będzie opiekować się chorą na Alzheimera matką. Jeszcze inni wsiądą w samochód i z dwusetką na liczniku poszukają najbliższego drzewa. Co by było sprawiedliwie, Twoi rodzice nie skończą szczęśliwie.
Damscy bokserzy. Dlatego, że kobietę utrzymasz w ryzach dopiero jak jej przypierdolisz. Musisz pokazać kto nosi spodnie i nie potrafi radzić sobie z własnymi frustracjami. Co za tym idzie, doprawić kolejnego krwiaka do kolekcji. Tak na pamiątkę nieugotowanego obiadu czy wyimaginowanych kochanków. A wszystko w imię zasady - Ty zwijasz się z bólu w kącie, ja triumfuje okazując swoją wyższość. Każdy wygrywa.
Rodzice wyrzucający latorośl z domu. Najdojrzalsze zachowanie. Spłodzić, wytrzymać do czasu aż państwo nie będzie się wtrącać a potem kopnąć z buta z okrzykiem radź sobie sam/sama. Bez perspektyw, bez pracy w tym pięknym od słowiańskich krwinek kraju. Najsprawiedliwsza motywacja - bo czas już mu/jej było dorosnąć, nie mogliśmy patrzeć na tego darmozjada. Co ułomska fantazja przyniesie. I jak to jest, że niektórzy mogą traktować matkę i ojca jak przyjaciół a niektórzy plują na samą myśl o nich? Bo w "niebie" jebli sobie totolotka i bachor ze szczęśliwym numerkiem będzie dostawał kaszki a ten niefartowny pójdzie spać do śmietnika?
Dziewczynki molestowane w dzieciństwie. Kilkulatki, kilkunastolatki. Wszystkie tuż przed albo w trakcie dojrzewania. Bo tatuś zjechał rączką ciut za bardzo, bo starszy brat chciał pokazać swoją nową zabawkę, bo przyszywany wujek lubi jak się go tam głaszcze. To wszystko z miłości. Czystej, wolnej, fizycznej miłości. A one same tego chciały. Prowokowały. Lolitki. Okazywanie uczuć w sposób seksualny dziesięcioletnim dziewczynkom nie ma nic wspólnego z ich przyszłym ukształtowaniem osobowościowym. Przecież to tylko dzieci, które nie zdają sobie z niczego sprawy i nie będą nawet o tym pamiętać. Dajcie spokój. To jest sprawiedliwe. Zupełnie jak kastracja, której ci rubaszni, nadziewani miłością panowie, nigdy się nie doczekają.
Tradycyjnie, jak co weekend, wracałam busem do domu i całkiem przypadkowo podsłuchałam konwersację Pani z siatkami oraz Pana busiarza. Dwa miesiące temu Pani z siatkami rozwiodła się ze swoim mężem, który zostawił ją wraz z dzieckiem. Bo Pani z siatkami zachorowała na raka szyjki macicy i jej, obecnie już, były mąż nie wytrzymał presji choroby. Padały zdania typu "zostawił mnie w potrzebie" i inne synonimiczne. Nie mnie oceniać co gorsze. Nowotwór czy nowotwór z rozwodem i małym dzieckiem, które trzeba wychować. Zwłaszcza jeżeli combo niefortunności spada na kogoś od tak. Bo tak. Ponownie - gdzie w TYM jest sprawiedliwość?
A te przykłady i historyjki można dodawać w nieskończoność. Karma? Poprzednie wcielenie nabroiło to masz, odpokutuj? Bóg daje Ci tylko tyle, ile wie, że jesteś w stanie udźwignąć? To tak sobie mogę tłumaczyć. Biedne sieroty mają pełne rodziny, zero zmartwień, lądowanie na cztery łapy i nielimitowany nadmiar gotówki, a wybrańcy losu - całą powyższą plejadę pandornizmów (od puszki Pandory. czasem mnie ponosi) .
I ja też jestem niesprawiedliwa. Bo jak na moje, to tylko głupiec widzi we wszystkim cechy pozytywne, potrafi cieszyć się z każdej porażki i nie poddaje przeciwnościom losu. I może tylko jeszcze głupszy głupiec nie umie docenić tego co ma, narzekając na wszystkich i wszystko oraz niesprawiedliwością losu obarczać coś na co nie ma wpływu. Nazwij mnie grafomańskim, młodopolskim spleenistą. Ja to nazwę życiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz